Jak informatyk podchodzi do kwestii prezentów
Jak to jest, że co roku ten sam problem, te same perypetie. Przychodzą urodziny, święta czy inne pospolite dni i dookoła tylko szepty i knowania…
atmosfera typu “co ten dziwak chciałby, a co zmieści się powiedzmy w 60zł ?”. A problem banalny nie jest w świecie, w którym jak coś się potrzebuje, to się idzie i kupuje. Na grubsze rzeczy trzeba się dopiero trochę przyczaić, wreszcie po paru miesiącach cap maczugą przez łeb i do jaskini.
Szczerze przyznam, szukanie dla informatyka prezentu proste nie jest. Zainteresowania okrojone, wymagania dziwaczne.
W praktyce sprawa potem wygląda tak: rodzice pytają siebie, potem brata, wreszcie brat mnie, a ja na szybkiego rzucam z trzema pomysłami. Ciężko później o zaskoczenie jakiekolwiek, gdy przychodzi co do czego.
Rozwiązanie sytuacji jest jednak jak się okazuje bardzo proste i jakże w ścisłej głowy stylu.
Ordynarnie zrobić listę :>
Trzymać cały rok i aktualizować o pozycje, które z tej lub innej przyczyny na miejsce na niej nie zasługują (czasem dlatego, iż faktycznie ktoś się potknie o takowy świstek, przeczyta ze zrozumieniem i takie cuś nam kupi).
Zalet przedstawiać chyba nie trzeba. Dostajemy co chcemy, kupujący (np. konsorcjum mikołajów) również zadowolone jest bo znowu trafiło (sic!) z prezentem, a sklep nie musi przyjmować zwrotu parę dni po świętach.
Projekty tego typu są np:
http://wantsforchristmas.com/
Prosta i skuteczna – dodawanie przedmiotów typu przeciągnij i upuść.
Pomysł jest banalny, skuteczny – beta-test aprooved!


Najnowsze komentarze